Panopticon

Strona Domowa Krzysztofa Małysiaka

Get Adobe Flash player

Wieża

Kwadrans przed godziną zero tłumek mieszkańców zgromadził się na betonowym placu, w poprzek którego jeździła kiedyś kolejka wożąca sągi drzewa. Zgromadzenie podlegało regule znanej już starożytnym - lud, z racji godziny popołudniowej zaspokoiwszy już potrzebę chleba, zaspokajał właśnie potrzebę igrzysk. I chociaż wynik walki był już z góry znany, klęska i upadek kolosa powinny były dostarczyć wrażeń aż nadto.

Czytaj więcej: Wieża

Wizja

Ziemia już drżała. Równy i rytmiczny tętent przybierał na sile. Coraz bardziej. Drobinki piasku, zalegającego na ścieżce tańczyły w cyklicznym rytmie zbliżającego się huku, w który wdarło się końskie chrapnięcie i głośne rżenie. Biegnący rumak, biały był jak śnieg a na nim jeździec, w doskonałej z nim harmonii i równowadze, jeden twór jak wiatr i burza, jak błyskawica i piorun. I przebrzmiał potężny szum mięśni, świst oddechu, wygrywanego płucami w takt szaleńczego galopu i brzęk stalowej uprzęży, której wodze kurczowo trzymane przez jeźdźca, nadawały cel szaleństwu biegu.

Czytaj więcej: Wizja

Deszcz

 

I znów deszcz - kropla za kroplą, rzeźbi w kałużach koła nakładające się na inne koła, które znów przecinają następne. Deszcz zmywa z ulic przypadkowych przechodniów i oczyszcza widnokrąg z podejrzanych spojrzeń. Znowu można, w szarości strug, przeciąć kilka kolejnych ulic patrząc jak strumyczki wody wzbierają i znikają w czarnych czeluściach kratek. Da się też w bramie głęboko ukrytej w gąszczu kamienic, podpierać w lekkim nic nierobieniu ścianę z bezmyślnym szlugiem w zębach. Albo tkwić przy pustej ruinie, z uchem przy dziurawej rynnie, łowić dźwięki dzwoniące, za każdym razem inne. Można też twarz  wystawić do nieba i spijać krople wymieszane z potem, ściekające z twarzy. Lub stojąc w szczerym polu, z rozstawionymi rękami i zamkniętymi oczami narodzić się przez wodę na nowo jak po zanurzeniu w gęstych falach Jordanu.

Można też klnąc na przepowiadaczy pogody i na poetykę, z wkurzeniem na brak parasola i z postawionym kołnierzem kurtki, szukać dachu nad głową przeżartą racjonalizmem równań i praw.

 

 

A wybór jest iluzją i tak...